— W każdym razie nie będą pierwszymi — wymamrotałam do siebie, ale na tyle głośno, żeby usłyszał.— To chyba wszystko?
— Tak. To już jest koniec — odpowiedział.
— Nie ma już nic. Jesteśmy wolni. Możemy iść — zanuciłam piosenkę.
~potem~
Rzuciłam się na swoje łóżko, uprzednio zatrzaskując mu drzwi przed nosem.
Nadal nie zapytałam go o imię. Eh, walić to. Kiedyś się dowiem.
Zatopiłam się w pościeli, wtulając bardziej w poduszkę i zamykając oczy. Już po chwili zasnęłam.
~rano~
Pierwszą czynnością, jaką wykonałam po obudzeniu się, było wzięcie prysznica. Potem się ubrałam, co było chyba rzeczą logiczną.
Następnie spojrzałam na zegarek, jednocześnie pakując do torby książkę.
Była 7.10. Spokojnie powinnam zdążyć na śniadanie.
7.20.
Jeszcze mam czas.
7.29.
No, chyba zacznę się zbierać.
Wyszłam z pokoju, zamknęłam go a klucz, który potem wrzuciłam do kieszeni. Spokojnym krokiem ruszyłam na jadalnię. Znalazłam sobie wolne miejsce przy stoliku i już po chwili jadłam sobie spokojnie chleb z szynką.
Potem ruszyłam na zajęcia. Jeśli mnie pamięć nie myli, teraz powinnam mieć CIZ.
~na przerwie~
Usiadłam sobie pod ścianą, wyciągając książkę. Otworzyłam na zaznaczonej stronie i zaczęłam czytać.
[Andreas?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz