czwartek, 22 grudnia 2016

Od Andreas'a C.D. Hazel

Tego dnia chciałem tylko zniknąć w swoim pokoju, by móc okryć się szczelnie kołdrą i tulić swojego zwierzaka, który nigdy nie odstępował mnie na krok. Wprawdzie zamierzałem zrobić sobie wolne od zajęć i najprościej uciec na miasto, jednak wicedyrektorka postanowiła uprzykrzać mi życie, tylko dlatego, że doskonale znałem szkołę. Owszem, mogłem odmówić, ale skoro Hoover obiecała mi, że będę mógł uczęszczać na zajęcia jak chce przez miesiąc, a obecności nie będą wpisywane, to czemu nie skorzystać?
Ruszyłem zatem do dormitorium żeńskiego i szukałem pokoju z nazwiskiem "Moore", który znajdował się zaraz na początku korytarza.
Zapukałem do drzwi, trzymając jedną dłoń w kieszeni czarnej bluzy w jaką byłem ubrany.
- Wicedyrektorka kazała mi cię oprowadzić...- mruknąłem tylko pod nosem wpatrując się w dziewczynę, z maską na twarzy. - Więc jeśli byś mogła chciałbym zrobić to jak najszybciej i mieć popołudnie dla siebie, jak ty pewnie też - zauważyłem odwracając się na pięcie. Machnąłem ręką na znak, aby dziewczyna ruszyła za mną.
Ta stała w drzwiach z wyraźnym zaskoczeniem wymalowanym na twarzy, jednak szybko zamknęła drzwi za sobą na klucz i ruszyła za mną.
- Jakbyś nie mógł być milszy - powiedziała cicho do siebie.
 Zignorowałem te słowa, nie komentując ich, nie miałem zamiaru dawać się sprowokować.
Zerknąłem tylko na nią katem oka.- Jak już poznałaś dormitorium żeńskie, to pokaże Ci wpierw szkołę, a na koniec dzielnice -  uprzedziłem. - Masz jakieś pytania odnoście zajęć? - spytałem, gdy wchodziliśmy do akademii.
Dziewczyna niechętnie przeniosła na mnie wzrok. - Nauczyciele są upierdliwi, do osób, które noszą maski na lekcji ?
- Różnie to bywa, zależy od ich humorku. Przeważnie nie mają nic przeciwko - stwierdziłem, wpuszczając ją przodem do akademii.
Znaleźliśmy się na ogromnym holu, który był w stanie pomieścić wszystkich uczniów, nauczycieli, oraz dodatkowe dwieście osób. Na środku, naprzeciw znajdowały się schody, rozwidlające się na dwie strony(podobne do tego, jednak nie mogłam znaleźć odpowiedniej grafiki, która przybliżyła by wygląd holu), nad nami były korytarze, ale jak wiadomo, Akademia była wysokim budynkiem. Owszem być była, jednak jak można było dostać się wyżej? Schody na holu nie były jedyne, każdy korytarz miał swoje schody wiodące na górę, tworzyły one razem swego rodzaju rozwidloną sieć. Pokazałem jej w skrócie jak się przemieszczać, oraz na co powinna zwracać uwagę, jeśli nie chce stać się ofiarą pierwszego dnia. O tyle nasza szkoła była skomplikowana, że klasy były podzielone kolejno na parzyste po prawej, a nieparzyste po lewej, na szczęście rosnąco. Wskazałem jej, gdzie znajduje się stołówka, a gdzie łazienki, czy też i hale sportowe.
Na koniec zabrałem ją na pokazanie dzielnicy, nie rozwodziłem się wprawdzie nad niczym, bo po co? W skrócie i na temat, powiedziałem jej, jak dojść do restauracji, sklepu, czy też innych rozrywek.
- Ah i odradzam wchodzić w sąsiednią dzielnicę, to, że czuć od ciebie demona, nie oznacza, że posłańce śmierci nie będą próbowali się tobą pożywić. Każde świeże mięsko jest tu mile widziane - uśmiechnąłem się do dziewczyny po nosem.

< Hazel? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz